Ile kosztuje bezpłatna oświata?

0
434

Minęły już 23 lata od czasu wprowadzenia zmian ustrojowych. Wszyscy cieszymy się wolnością słowa, otwartymi granicami, możliwością podróży i pracy w dowolnie wybranych przez nas miejscach. Uwielbiamy robić zakupy w wielkich sklepach od poniedziałku do niedzieli. Korzystamy z promocji, wyprzedaży, obniżek. Cieszymy się, kiedy trafia nam się okazja i kupimy coś taniej. Przyzwyczailiśmy się do łatwego dostępu i ogromnego wyboru wszystkiego – żywności, mebli, ubrań, sprzętu rtv, wczasów, wycieczek itp. Z drugiej strony jednak narzekamy. Wysokie czynsze za mieszkania, drogi prąd, benzyna i gaz. A dalej opłaty za Internet, telefony, telewizję też nie należą do niskich. Kiedy się wszystko poskłada w całość okazuje się, że nasze życie codzienne nie jest ani tanie, ani łatwe. A tu jeszcze dzieci w szkole i w przedszkolu. Ominę przedszkola, zajmę się tylko szkołą, a właściwie pewnym wycinkiem życia szkolnego. Do paru refleksji zmusił mnie artykuł Joanny Cieśli w Polityce (nr 3/2012). W artykule pt. Drobne na bobra, pokazuje jaką gehennę przechodzą rodzice mający dzieci w szkole, a ściślej mówiąc z jakimi wydatkami należy się liczyć, kiedy dziecko chodzi do bezpłatnej szkoły.

Pozycja 1. – podręczniki

Według danych CBOS rodzice zapłacili średnio 365 zł, o 25% więcej niż dwa lata wcześniej. Rodziców denerwuje to, że podręcznik po starszym dziecku nie może być wykorzystywany przez młodsze. Kiedy kupią nowy wybrany przez nauczyciela (ze względu na zmianę postawy programowej) i zaglądają do starszego, to okazuje się, że nowe podręczniki od starszych różnią się głównie kolejnością ustawienia materiału. Na liście obowiązkowych zakupów widniały też książki do plastyki i muzyki, których córka ani razu nie wzięła do szkoły. W efekcie mama dwojga nastolatków w tym roku na podręczniki wydała 1.200zł.

Okiem nauczyciela:

Karuzela wydawnictw, wielość proponowanych podręczników wcale nie sprzyja podejmowaniu właściwych decyzji. Bywa tak, że z jedną grupą pracuje się dobrze, a z drugą jak po grudzie. Póki nauczyciel nie przepracuje paru lat z książką, nie przekona się do niej. A tu zmiana za zmianą. Staramy się wybierać odpowiedzialnie. Szkoły są dobrym miejscem do sprzedaży tzw. książek dodatkowych (ćwiczenia ortograficzne, testy, teksty do czytania ze zrozumieniem itp.). Bywa, że w ciągu dnia zjawiają się dwie osoby ze swoją ofertą. Niby nikt nie zmusza, ale im więcej się sprzeda, tym więcej pieniędzy wpadnie na samorząd. W życiu trzeba sobie radzić.

Pozycja 2. – akcesoria

CBOS: 133 zł za bloki, kredki, piórniki i torby.

Magdalena, matka chłopca z III klasy opolskiej podstawówki, na kredki, pióra i kolorowy papier wydała 300zł.(…)Kilka miesięcy temu córka przyszła z listą materiałów na zajęcia artystyczne: ołówki twarde i miękkie, farby zwykłe, plakatowe, akwarele, brokat, papier fotograficzny, skalpel (nożyczki są źle wyprofilowane). W planie zajęć była makieta przestrzenna ogrodów barokowych. W innym gimnazjum ustalono, że wydatki na makietę ogrodów podzieli się na grupy i będzie taniej, ale będą konstruować model pająka i trzeba przynieść 25 zł. Do listy wydatków doszło jeszcze sześć wierteł różnej grubości, by ojciec mógł wywiercić w blaszce otwory na pajęcze nogi.

Okiem nauczyciela:

Byłam pierwszą osobą w szkole, która przygotowywała i zrealizowała projekt edukacyjny. Kiedy dotarła do mnie informacja, że gimnazjaliści muszą przygotować projekt, zapytałam natychmiast, czy pani minister zabezpieczyła również fundusze na ich realizację. Projektu nie wykona się bez pieniędzy. Pani minister Hall uważała, że dobry nauczyciel poradzi sobie ze wszystkim. Jak nauczyciel, który sam nie zrobił żadnego projektu ma nauczyć i przygotować dzieci do przeprowadzenia takiego zadania. Sam nie umie, pieniędzy na to nie ma, a wykonać musi. No to sobie radzi jak potrafi – obarcza wydatkami rodziców.

Pozycja 3. – mundurki

CBOS: średnio 185 zł za mundurek, strój na WF, strój galowy i buty.

W podstawówce syna Bogny z Warszawy koszt „mundurkowej” koszulki polo to 40 zł. Bogna kupuje jeszcze strój na WF dla córki za 50 zł (syn donasza po siostrze) i buty na zmianę, średnio za 100zł.

Okiem nauczyciela:

W naszej szkole nie ma już mundurków, ale pamiętam zamieszanie związane z ich wprowadzeniem. Szczerze mówiąc nie chce mi się do tego wracać. Sama chodziłam w szkolnym fartuchu w podstawówce i kolorowej teksasowej (kto pamięta, co to takiego ten teksas)  marynarce w ogólniaku. W szkole ubranie musi być wygodne i tyle, a na zajęcia ruchowe oddzielny strój trzeba mieć i już. Chodzi przecież o higienę.

Pozycja 4. – zielone i białe szkoły

CBOS pozycji w sondażu nie uwzględnił.

Bogna ma żelazne nerwy. Dlatego podczas niedawnej wywiadówki w żoliborskim gimnazjum swojej córki zachowała spokój po informacji, że ma zapłacić ponad 600 zł za obowiązkowy udział w tzw. zielonej szkole (zimą zwanej białą). Od jakiegoś czasu przyjął się bowiem zwyczaj wyjazdowego turnusu edukacyjno – rekreacyjnego. Dwóm mamom poleciało kilka łez. A Bogna skupiła się na rozważaniach, który lekarz wystawi córce zwolnienie, żeby usprawiedliwić jej nieobecność na wyjeździe. W głowie kołatała się bowiem myśl: albo zielona szkoła, albo czynsz za mieszkanie. Rodzice nie chcą się przyznać, że nie stać ich na opłacenie zielonej szkoły. Brak im odwagi, aby w coraz bardziej kolorowym świeci pokazać swą szarość.

Okiem nauczyciela:

Człowieka odważnego trzeba szukać ze świecą. Przyznać się do swoich błędów i sytuacji finansowej jeszcze trudniej. Kiedy nauczyciel proponuje taki wyjazd i nie słyszy sprzeciwu odnosi wrażenie, że wszyscy są zadowoleni. Nie wie, że rodzic nie może patrzeć na niego za to, co powiedział i zrobił. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie, a po spodem „kipią” nerwy. Dyrekcja i nauczyciele cieszą się z atrakcyjnej oferty szkoły, cieszą się z niekonwencjonalnych działań, a rodzice są wściekli, że muszą płacić. No właśnie wcale nie muszą. Wystarczy, że powiedzą: My tego nie chcemy, bo nie mamy pieniędzy. To co najprostsze, jest najtrudniejsze.

Pozycja 5. – wycieczki, tetry, kina

CBOS: pozycji nie uwzględniono

Z rocznych wyliczeń Elizy z Pabianic. Córka, V klasa podstawówki: wycieczki –dwudniowa, całodzienna, dwie kilkugodzinne, po dwa wyjazdy do teatru i kina w Łodzi – 510 zł. Syn, II klasa podstawówki: wycieczki – dwie całodzienne, dwie kilkugodzinne, kino i teatr w Łodzi – 380 zł.

Okiem nauczyciela:

Wycieczki i wyjazdy splecione są z tematyką prowadzonych zajęć. Jak można mówić o teatrze i nie pojechać do niego. Gdzie dzieci mają poznać stare sprzęty gospodarskie, domostwa, narzędzia jak nie w skansenie. Nauczanie musi wychodzić poza mury szkoły, bo tam toczy się codzienne życie, a do tego życia dzieci przygotowujemy. Po każdym wyjeździe wracam potwornie zmęczona. Dopilnowanie dzieci w nowym otoczeniu to wielkie wyzwanie. Dzieci gubią się, szukają czapek i kurtek, nie rozpoznają swoich rzeczy, oblewają się, wymiotują, płaczą, bo zgubiły pieniądze. Jeśli ktoś myśli, że nauczyciel nie pracuje, bo nie prowadzi lekcji, jest w wielkim błędzie. Nie zrozumie tego ktoś, kto tego nie przeżyje.

Pozycja 6. – składki

CBOS: pozycja wliczona w 668 zł na start.

Gdy córka Bogny była jeszcze w podstawówce, Bogna usłyszała w sekretariacie, że nie dostanie świadectwa z czerwonym paskiem z powodu  nieopłaconej składki na radę rodziców. Jakiś czas później ówczesna minister Katarzyna Hall na łamach prasy zapewniała, że takie groźby są bezprawne, a składki dobrowolne. Wysokość opłat na radę waha się w granicach 35 – 90 zł za rok. Dodatkowo zbierane są jeszcze fundusze klasowe – ok.50 zł. Na co są wydawane pieniądze? Z funduszu rady, wedle uznania rady – na sprzęt elektroniczny, czasem na remonty sal, dofinansowanie wyjazdów. Z funduszu klasowego: na poczęstunek na Dzień Babci, jajka niespodzianki na Dzień Dziecka, czasem na kwiaty dla nauczycieli na zakończenie roku. Bogna dziś tych składek nie płaci, bo przed każdą okazją i tak osobno trzeba coś dołożyć.

Okiem nauczyciela:

Składka na Radę Rodziców w Zespole Szkół w Łupawie to 20 zł rocznie. Pieniądze te wracają do dzieci w postaci nagród w konkursach organizowanych przez nauczycieli oraz nagród na zakończenie roku szkolnego. Składki w klasach zbierane są w różnej wysokości od 3zł do 5 zł od osoby. Pozwala nam to na zakup papieru do kserowania sprawdzianów, papieru toaletowego i ręczników papierowych, kiełbasek na ognisko, drobiazgów na mikołajki itp. Składki klasowe wymusiło na nas życie. Rozwój technologiczny, komputery, drukowanie kart pracy, ćwiczeń, sprawdzianów. Na to musimy mieć papier. A ręczniki papierowe. Dzieci teraz jedzą ogromne ilości słodyczy i chipsów, a potem piją …i wylewają soki na ławkę, krzesło, podłogę, zalewają plecaki. A ten katar. Zapraszam na „koncerty w pociąganiu nosem”. O innych mniej sympatycznych zdarzeniach mówić nie będę. Ale one są na co dzień. Ręczniki papierowe wprowadziłam, kiedy 5 opakowań dziennie moich chusteczek higienicznych to było za mało.

Pozycja 7. – zajęcia dodatkowe

CBOS: 281 zł miesięcznie za dziecko.

Eliza za godzinę basenu syna w tygodniu, w ramach WF, płaci 80 zł miesięcznie. Ponadto jej dzieci chodzą na zajęcia muzyczne, dżudo i dodatkowe lekcje języka. Łącznie kosztuje to ok.1 tys. zł. Bogna do niedawna płaciła po 40 zł za miesiąc za koszykówkę syna prowadzona przez pana od WF na szkolnej Sali gimnastycznej. Nigdy nie pytała, dlaczego zajęcia są płatne. Wyłożyła też bez gadania 70 zł na obowiązkowy klub filmowy córki. Aby wystartować w konkursie matematycznym Kangur, trzeba zapłacić 8 zł. Od 2009 roku nauczyciele zostali zobowiązani do przepracowania 2 godzin tygodniowo, aby wyrównać i zwiększyć szanse edukacyjne dzieci. Robi się to przede wszystkim poprzez prowadzenie kół zainteresowań, chórów i zajęć wyrównawczych.

Okiem nauczyciela:

Zajęcia dodatkowe wzbogacają ofertę  edukacyjną szkoły. Dyrekcja i nauczyciele starają się, aby w ich szkole dzieci mogły rozwijać swoje talenty, aby przychodziły do niej z ochotą i cieszyły się z osiągnięć na miarę swoich możliwości. Zanim pani minister Hall wprowadziła 2 godz. z Art. 42 KN,  w naszej szkole od wielu lat prowadzone były wymyślone przez nauczycieli dodatkowe zajęcia. Dla nas to żadne odkrycie.

Podczas ostatnich wyborów samorządowych jeden z kandydatów na wójta w swoim programie umieścił hasło zwiększenia ilości zajęć dodatkowych w szkole. Kiedy zapytałam go, czy wie ile jest zajęć w szkole w Łupawie, nie wiedział, ale chciał zwiększenia. Wyciągnęłam kartkę, przeczytałam wszystkie propozycje (było ich 27) i zapytałam czy to mało. Mało nie jest, ale zawsze można zwiększyć. I zaproponował – kółko strzeleckie. Tego rzeczywiście w naszej ofercie nie było. Skąd miałby wziąć pieniądze na organizację  kółka, nie potrafił odpowiedzieć. Od wielu lat nauczyciele piszą  projekty finansowane przez Unię Europejską. W naszej szkole zrealizowano wiele – Równać szanse,  Za rękę z Einsteinem, Odkryć, zrozumieć, osiągnąć sukces, Indywidualizacja procesu nauczania dla dzieci w gminie Potęgowo. Są to przedsięwzięcia, które pozwalają dzieciom poznać świat bliższy i dalszy. Rodzice nie płacą za nic. Mają to dzięki naszej pracy.

            Wnioski:

Bognę z Warszawy edukacja dwójki dzieci kosztuje 3 – 3,5 tys. rocznie. W Pabianicach, Kartuzach, czy Opolu wychodzi nieco taniej – około tysiąca zł za dziecko. Niby nie są to jakieś niebotyczne pieniądze, ale w kryzysie wybór między zieloną szkołą, a czynszem jest coraz częstszy. Może się jednak zdobyć na odwagę i powiedzieć głośno – zrezygnujmy, bo nas na to nie stać. Może wtedy napięcia w relacjach nauczyciel – rodzic zmniejszą się. Może będzie mniej wybuchów złości, oskarżeń i różnych innych „kwasów”. Może trzeba powiedzieć po prostu prawdę. Jeśli w domach ledwo wiążemy koniec z końcem, to miejmy świadomość, że w szkole jest podobnie. Zapewnienia płynące z ekranu telewizora, nie zawsze zgodne są z rzeczywistością.

Moja mama ma 72 lata. W 1946 roku poszła do pierwszej klasy jako sześciolatek. Zaczęła jako wolny słuchacz, skończyła jako najlepszy uczeń. Nie jeździła na wycieczki. W 1965 roku to ja byłam pierwszoklasistką i uczyłam się w klasach łączonych w wiejskiej szkole z jednym nauczycielem. Pamiętam pierwszą szkolną wycieczkę. Byliśmy w Kołobrzegu. Jechaliśmy samochodem ciężarowym marki Star. Na przyczepie, pod plandeką, na desce położonej na burty przejechałam kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę. Pierwszy raz widziałam wtedy morze. Moje dzieci skończyły już szkołę. Nigdy nie wyjechały na kolonie, bo nie było mnie na to stać. Jeździły na wycieczki i biwaki szkolne, bo były tańsze. Mama przez 4 lata dzień w dzień wertowała moje zeszyty, rozmawiała i pytała co było w szkole, a co jest zadane do domu. Pilnowała i sprawdzała do momentu, kiedy zajrzała do zeszytu i nie mogła zrozumieć obliczeń z matematyki. Zabrała zeszyt i poszła do traktorzysty z maturą. To on sprawdził i powiedział, że jest dobrze. Była spokojna i wiedziała, że dalej będę radzić sobie sama. Nikt nie zdejmie odpowiedzialności z rodziców za dziecko. Taka jest nasza rola. Dbać, pilnować, pomagać, ponosić koszty. Zachowajmy we wszystkim rozwagę, rozsądek, umiar. Bądźmy odważni. Mówmy prawdę. W zakłamanej rzeczywistości wszyscy poniesiemy klęskę. No cóż, kształcenie dzieci kosztuje, nawet wtedy, gdy teoretycznie powinno być bezpłatne. Taka była i nadal jest nasza szkolna rzeczywistość.